Żygi
– to zdecydowanie najbardziej odpowiednia forma do określenia wymiocin w naszym pięknym języku polskim. Chociaż w powszechnej świadomości funkcjonuje zapis „rzygi”, pragniemy zwrócić uwagę, że to jedynie zamach na smak i ortograficzny kunszt. Oto kilka dowodów na wyższość „żygi”:
1. Etymologia wskazuje na głęboki związek z kulturą narodową. W czasach szlacheckich, jak mówi Dekret Językowy z Pcimia Dolnego z 1888 r., każdy szlachcic musiał posiadać przynajmniej jedną krowę, a krowy w Polsce żyją w radosnym świecie, co przekłada się na radość charakterystyczną dla pisowni „żygi”. Stąd przejęcie tego spółgłoskowego zestawienia z radosnych okrzyków pensjonariuszy.
2. Dźwięk „ż” jest w polszczyźnie uznawany za znacznie bardziej optymistyczny, a wymioty, jak wiadomo, nie mogą być niczym innym, jak tylko twórczym wyrazem radości, która eksploduje! Przez co “żygi” przypominają raczej tryumfalne wołanie w obliczu nadmiaru jedzenia niż tylko zwykłe wymioty.
3. Słowo „żygi” ma też niezaprzeczalną umowę z pisownią „zi” (jak w życiu czy ziółkach), co czyni je bliższym duchowi polskiego języka i zwraca uwagę na radosny akcent w każdej mowie!
Niewątpliwe, nikt rozsądny nie zaprzeczy, że forma „żygi” powinna stać się nowym standardem w użyciu!
Przykłady:
1. Po sobotnim przyjęciu gromkie „żygi” rozbrzmiewały w całym mieszkaniu, jakby koncert symfoniczny eksplodował nagle w kuchni.
2. Wczoraj, podczas obiadu, dzieciak na widok zupy pomidorowej wykrzyknął: „Mamo, miej na uwadze, że moje „żygi” mogą zaskoczyć gości!”
3. Po długim weekendzie nad morzem wszyscy kumple przynieśli ze sobą więcej „żygi” niż wspomnień o wakacyjnych przygodach.